To był dobry rok dla muzyki filmowej. Komentarz do oscarowych nominacji

„Anna Karenina”, „Operacja Argo”, „Życie Pi”, „Lincoln”, „Skyfall” – te filmy powalczą w tym roku o Oscara dla najlepszej ścieżki dźwiękowej. O krótki komentarz do nominacji poprosiliśmy Łukasza Waligórskiego (twórcę portalu Muzykafilmowa.pl i członka IMFCA – Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Muzyki Filmowej), oraz Aleksandra Dębicza – pianistę, redaktora serwisu Soundtracks.pl

Mamy dla Was także playlistę złożoną z nominowanej muzyki. Możecie jej słuchać za pomocą aplikacji Deezer. LINK

————————————————————————————–

KUBA DOBROSZEK: Jak pan ocenia tegoroczne nominacje, jeżeli chodzi o kategorię muzyki filmowej?
ŁUKASZ WALIGÓRSKI: W wyścigu o statuetki co roku bierze udział bardzo wąska grupa kompozytorów i filmów, dlatego trudno o niespodzianki. Również tegoroczne nominacje nie są zaskoczeniem. Wśród wyróżnionych za najlepszą muzykę znalazło się pięciu kompozytorów, którzy stawiani byli w gronie faworytów. Osobiście żal mi, że nie została doceniona ścieżka dźwiękowa z „Atlasu Chmur” napisana wspólnie przez Toma Tykwera, Reinholda Heila i Johnny’ego Klimeka. Z drugiej strony mamy jednak Alexandre’a Desplat – Francuza, który poziomem swoich prac i niezwykłą aktywnością zasłużył już na kilka Oscarów. To prawdopodobnie on – obok słynnego Johna Williamsa i jego „Lincolna” – będzie upatrywany za faworyta w tej kategorii.
Jestem trochę zaskoczony obecnością w tym gronie Thomasa Newmana i jego „Skyfall”. To solidna praca, posłusznie wykorzystująca dziedzictwo tematyczne Jamesa Bonda, jednak nie zaskakująca niczym nowym i unikalnym. Można się domyślać, że o nominacji w tym przypadku zadecydowało nazwisko kompozytora – Newmanowie to bardzo ceniona i legendarna wręcz rodzina kompozytorów w Hollywood.
Osobiście będę trzymał kciuki za Mychaela Danna i jego „Życie Pi”. To przepiękna ścieżka dźwiękowa łącząca wiele muzycznych światów w sposób wysublimowany i przyciągający. Nieoceniona jest również jej rola w filmie, gdzie potęguje baśniowość wizji Anga Lee, a jednocześnie rozbudza emocje.
Pańskim zdaniem, muzyka ze „Skyfall” nie zaskakuje niczym nowym, unikalnym. Może fani bondowskiej serii właśnie tego oczekują – że tematy muzyczne będą opierały się na utartych, ale sprawdzonych schematach?
Fani Bonda oczekują, że muzyka do kolejnej części przygód Agenta 007 ich czymś zaskoczy, ale jednocześnie będzie miała styl, klasę i charakter kompozycji Johna Barry’ego. To on jest legendą tej serii i to jego dokonania stawiane są najwyżej. Niestety John Barry nie doczekał się ani jednej nominacji za swoje ścieżki do filmów o Bondzie. Co ciekawe udawało się to innym kompozytorom – między innymi zmarłemu niedawno Marvinowi Hamlishowi, który stworzył niezapomnianą ścieżkę dźwiękową do „Szpiega, który mnie kochał” w stylu disco Bee Gees. Hamlish w roku 1977 dostał za ten eksperyment nominację do Oscara.
Zatrudnienie Thomasa Newmana było niespodzianką?
Tak. Oczywiście ten kompozytor jest stałym współpracownikiem Sama Mendesa – reżysera tegoż filmu – jednak fani liczyli na pozostawienie przy serii Davida Arnolda. Anglik był niejako namaszczony przez Johna Barry’ego na swojego następcę i z sukcesami kontynuował, wzbogacał i unowocześniał brzmienie Bonda. Odsunięcie go od serii było zaskoczeniem. Trudno oceniać czy poradziłby sobie ze „Skyfall” lepiej niż Thomas Newman.
Abstrahując od ostatecznych nominacji, czy Akademia miała w ogóle w czym wybierać?
Po raz pierwszy od bardzo dawna nominacje do Oscarów za najlepszą muzykę całkowicie pokrywają się z nominacjami do nagród BAFTA. Ta sytuacja faktycznie prowokuje pytanie czy w ubiegłym roku powstało tak mało znaczących ścieżek dźwiękowych, że ciągle wyróżnianych jest zaledwie tych kilka? Akademia miała z czego wybierać, ponieważ co roku prezentowana jest jej lista kilkudziesięciu kompozycji spełniających rygorystyczne kryteria. Z tej listy wyboru nominacji dokonują członkowie Akademii, którzy związani są z departamentem muzycznym – głównie kompozytorzy. To ma gwarantować brak przypadkowości w doborze nominacji. I myślę, że z tego właśnie wynika taka zbieżność Oscarów i BAFTA.
Może pan powiedzieć coś więcej o „rygorystycznych kryteriach”?
Te kryteria dotyczą między innymi autorstwa muzyki, jej oryginalności i procentowej zawartości ścieżki dźwiękowej w filmie. Są one na tyle rygorystyczne, że w ubiegłych latach dochodziło do głośnych dyskwalifikacji w tej kategorii. W roku 2009 szanse na ubieganie się o nominację do Oscara stracił między innymi „Mroczny Rycerz” – a to z powodu rozproszenia praw autorskich do kolejnych utworów na innych kompozytorów. Wynikało to oczywiście z charakterystycznego sposobu pracy Hansa Zimmera. W swoich studiach w Los Angeles zatrudnia wielu młodych kompozytorów, którzy pod jego skrzydłami zdobywają doświadczenie w pracy przy wielkich Hollywoodzkich produkcjach. Dostają oni do skomponowania przy konkretnym filmie (np. „Mrocznym Rycerzu”) jeden lub dwa utwory pod okiem i przewodnictwem swojego mentora. Ostatecznie mimo że oficjalnym kompozytorem muzyki do takiego filmu jest Hans Zimmer, to w rzeczywistości jest ona pracą zbiorową – co znajduje odzwierciedlenie w tantiemach i podpisach na partyturach. A to właśnie sprawdza Akademia. Z tego samego powodu w roku 2010 roku z wyścigu Oscarowego odpadły „Anioły i Demony”.
Muzyka, która może ubiegać się o nominację do Oscara musi być również oryginalna. Z tego powodu szanse na walkę o złotą statuetkę stracił „Czarny łabędź” Clinta Mansella i „Prawdziwe męstwo” Cartera Burwella”. Muzyka do pierwszego z nich w zbyt wielkim stopniu oparta była na „Jeziorze łabędzim” Czajkowskiego, natomiast druga na pewnej IX wiecznej pieśni.
Na koniec nominacje dla najlepszej piosenki. Czy, z racji popularności Adele, możemy być pewni, że Oscara zgarnie „Skyfall”?
Piosenka do „Skyfall” to misterna ale i jednocześnie potężna kompozycja, która została zaśpiewana przez Adele w zapierający dech w piersiach sposób. Będzie zdecydowanym faworytem w kategorii „najlepsza piosenka”. Trzeba pamiętać, że same nominacje wybierane są przez wąskie grono członków Akademii zajmujących się właśnie muzyką. Natomiast ostateczny zwycięzca wyłaniany jest już w wyniku głosowania wszystkich członków. Popularność i nośność piosenki, jak i wykonującego ją artysty, ma w tym przypadku ogromne znaczenie – na tym polu Adele wygrywa w przedbiegach.

Łukasz Waligórski – twórca portalu Muzykafilmowa.pl, członek IFMCA – Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Muzyki Filmowej, dziennikarz Beethoven Magazine oraz FilmPro

————————————————————————————————————————————————————————–

KUBA DOBROSZEK: Jak pan ocenia tegoroczne nominacje, jeżeli chodzi o kategorię muzyki filmowej?
ALEKSANDER DĘBICZ: Jak zwykle mam mieszane uczucia. Cieszę się, że Amerykańska Akademia Filmowa nominowała Thomasa Newmana za muzykę do „Skyfall”, którą uważam za najlepszą ścieżkę dźwiękową zeszłego sezonu – zarówno pod względem oddziaływania w obrazie, jak i oryginalności kompozycji. Newman należy do najciekawszych kompozytorów holywoodzkich, wywarł wielki wpływ na muzykę filmową. Dziwne więc, że jeszcze nie przyznano mu statuetki. Nie licząc tej za piosenkę w „Wall-E”.
Jak muzyka ze „Skyfall” wypada na tle poprzednich ilustracji muzycznych do filmów o Agencie 007?
Muzyka Thomasa Newmana wniosła mnóstwo świeżości do serii. Wielu miłośników Jamesa Bonda, jak i muzyki filmowej obawiało się, że Thomas Newman, kojarzony raczej z dramatami psychologicznymi, nie sprawdzi się w tego typu kinie. Tymczasem artysta stworzył muzykę niezwykle oryginalną, bogatą, pod wieloma względami, takimi jak brzmienie czy pomysły aranżacyjne – fascynującą , a jednocześnie odwołującą się do tradycji. Pod względem ilustracyjnym to majstersztyk! Dawno w Bondzie muzyka nie miała tak wielkiego znaczenia.
Zostawmy na chwilę „Skyfall”, wróćmy jeszcze do pozostałych nominacji.
Na nominację zasługiwał z pewnością Dario Maranelli, którego muzyka odgrywa bardzo dużą rolę w najnowszej ekranizacji „Anny Kareniny”. Efektowne kompozycje napisali Mychael Danna i John Williams, ale nie mogę ocenić ich wartości ilustracyjnej, ponieważ seanse „Życia Pi” oraz „Lincolna” mam jeszcze przed sobą. Moje największe wątpliwości wzbudza nominacja dla „Operacji Argo”. Alexandre Desplat stworzył w zeszłym sezonie kilka znakomitych kompozycji, z czego przynajmniej dwie wybitne. „Operacja Argo” należy do najmniej ciekawych z punktu widzenia oddziaływania w filmie. Utwory Desplat mają niewielkie znaczenie w thrillerze Bena Afflecka, dlatego dziwię się, że akurat tę pozycję doceniła Amerykańska Akademia Filmowa i inne gremia.
Abstrahując od ostatecznych nominacji, czy Akademia miała w czym wybierać?
Zdecydowanie tak! Według mnie, miniony sezon przyniósł wiele znakomitych ścieżek dźwiękowych. Sam wyróżniłbym jeszcze soundtracki z „Mistrza”, „W drodze”, „Strażników marzeń”, „Wroga nr 1″, „Hotelu Marigold”, „Bestii z południowych krain” i wiele innych. To był udany rok w muzyce filmowej.
Zauważa pan jakąś tendencję, kierunek, w którym zmierza ten gatunek? I przepraszam za rym…
Kompozycje filmowe minionego sezonu różnią się od siebie, trudno je porównywać. Artyści dostosowują środki kompozytorskie do stylistyki filmu, jego narracji, koloru zdjęć i innych rozmaitych czynników. O ogólnych tendencjach można mówić z perspektywy kilku lat. Większość zmian wynika z nowych sposobów opowiadania historii przez filmowców.
Na koniec nominacje dla najlepszej piosenki. Czy, z racji popularności Adele, możemy być pewni, że Oscara zgarnie „Skyfall”?
Adele jest faworytką wyścigu, ale w tej kategorii nigdy nie można być pewnym ostatecznego werdyktu. Niewykluczone, że słaba piosenka „Suddenly” z „Nedzników” dostanie Oscara jako nagroda pocieszenia dla filmu Hoopera. Kibicuję „Skyfall”, ale nie obrażę się, jeśli nieoczekiwane statuetka powędruje do autorów niezwykle efektownego utworu z „Teda”.

Aleksander Dębicz – pianista, redaktor serwisu Soundtracks.pl

A Wy, z którym z naszych rozmówców się zgadzacie? Zapraszamy do dyskusji!

Kulturoskopia

Skomentuj

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress