Buntownicy z wyboru. Rozmowa z poseł Anną Grodzką

fot. facebook – Anna Grodzka

Pierwsza w Polsce, a trzecia na świecie, otwarcie transseksualna parlamentarzystka. Czyli pionierka. Wspiera szefa swojej partii [czyt. ruchu], ale czy, parafrazując słowa pewnej piosenki, Grodzka zawsze moves like Palikot? Zapraszamy do lektury naszej rozmowy z panią poseł.

MICHAŁ WRÓBLEWSKI: Czuła Pani kiedykolwiek do kogoś odrazę, obrzydzenie, pogardę?
ANNA GRODZKA: Nie, proszę pana. Odrazę i obrzydzenie może wyłącznie do robactwa. Do człowieka nigdy.
Co czuje Pani do Janusza Korwin-Mikkego? On się Panią brzydzi.

Nic. Może wyłącznie politowanie.
Zamierza Pani zrobić coś w związku z jego ostatnimi wypowiedziami na Pani temat?

Ruch Palikota złożył już pod obrady sejmu projekt ustawy dotyczący „mowy nienawiści”, który został przyjęty do pierwszego czytania w sejmie. Wobec osoby pana Korwin-Mikkego żadnych kroków nie podejmę. Przynajmniej na razie. Nie zrobię mu tej przyjemności.
Brzydzi się Pani robactwem. Korwin-Mikke to dla Pani polityczne robactwo?

Nigdy bym tak o nim nie powiedziała. To zbyt mocne określenie.
On nie miał skrupułów.

Nie zamierzam się nim zajmować. To on ma problem ze mną, nie ja z nim.
Często spotyka się Pani z podobnymi, delikatnie mówiąc, aktami niechęci wobec Pani?

Wiadomo, że społeczeństwo polskie jest podzielone. Nie da się ukryć, że jako osoba transseksualna jestem w sytuacji szczególnej. Ja rozumiem, że jest spora część ludzi, którzy nie mają pojęcia, o czym mówią, którzy mają zupełnie inny sposób patrzenia na świat, na innych ludzi, niż ja. Rozumiem, że oni mogą mieć wątpliwości, że mogą być nieświadomi pewnych zjawisk. Albo po prostu ich agresja pasuje im do jakiejś koncepcji politycznej.
Kandydując do Sejmu, wchodząc do polityki, miałam świadomość, jakie mogę usłyszeć opinie od ludzi na swój temat. O problemach osób transseksualnych mówiłam jednak już kilka lat wcześniej, działając we współzałożonej przeze mnie fundacji Trans-Fuzja. Nie wynikało to z moich potrzeb politycznych. Jednak gdy problem osób transseksualnych przebił się szerzej do opinii publicznej, a moje nazwisko zaczęło być kojarzone przez coraz większą grupę ludzi, byłam nastawiona już, że niepochlebne, nieraz agresywne opinie na mój temat, to będzie coś, z czym będę musiała mierzyć się na co dzień. Ale właśnie z tego powodu chciałam podejmować dialog z tymi ludźmi – ludźmi, dla których transseksualność jest zjawiskiem nie do zaakceptowania. To wynika w największym stopniu z ich braku wiedzy na ten temat. Ja tę wiedzę chciałam rozszerzać. I myślę, że cały czas konsekwentnie to robię.
Dobrze, że wspomniała Pani o „mowie nienawiści”. Pamiętamy wszyscy kontrowersyjne, nierzadko wręcz chamskie i agresywne wypowiedzi Pani szefa, który bez żadnych zahamowań atakował śp. Prezydenta Kaczyńskiego. O pani minister Grażynie Gęsickiej mówił, że uprawia ona „polityczną prostytucję”, ministra Gowina nazwał niedawno „katolicką ciotą”. Nie pamiętam, żeby Panią te określenia oburzały, a przynajmniej nie przypominam sobie, żeby spotkały się z jakąś reakcją ze strony ludzi, którzy „mowę nienawiści” rzekomo zwalczają.

Gdyby była taka sytuacja, że, dajmy na to, mój mąż powiedziałby czasem lub zrobiłby coś takiego, z czym ja niekoniecznie musiałabym się zgadzać, to nie biegłabym od razu z tym do sąsiadek i nie opowiadała im, jaki to mój mąż jest zły, jak mi się nie podoba to, co robi. Raczej wolałabym z nim usiąść i porozmawiać o tym. Być może próbować coś zmienić.
Dla mnie osobiście taki język i sposób wyrażania pewnych treści nie jest fajny. Nie zmienia to jednak faktu, że do mediów przebijają się w większości wyłącznie ekstremalne wypowiedzi, a nie spokojne czy wypowiedziane w, nazwijmy to, „zwykły” sposób.
Te „ekstremalne” wypowiedzi dotyczą w większości przypadków Pani szefa.

Nie ukrywam, że staram się polemizować na ten temat z Januszem Palikotem. Podkreślam jednak raz jeszcze – media w obecnych czasach, o czym zresztą pan doskonale wie, wychwytują tylko mocne wypowiedzi. Jednoznaczne, dosłowne.
I tylko dlatego agresywna i obrażająca innych ludzi treść ma być za każdym razem akceptowana i usprawiedliwiana, bo wymaga tego „wyrafinowana” forma? Obiecaliście wyborcom nową jakość.

Bo to jest nowa jakość.
Jeśli chodzi o poziom brutalizacji języka, to ma Pani rację. To jest całkowicie nowa jakość.

Rozumiem, że Pan wyraźnie chce podkreślić i zaznaczyć to, że Ruch Palikota używa w każdym przypadku kontrowersyjnego języka. Generalizuje Pan. Ja od brutalnego języka się odcinam, to nie jest mój styl. Wolałabym nie sprowadzać obrazu naszej partii wyłącznie do kontrowersyjnych wypowiedzi.
Ale to są wypowiedzi jej lidera.

Pan jako dziennikarz próbuje stosować tu pewien zabieg, którego jako obywatel powinien pan żałować. Stawia pan bowiem lidera formacji politycznej na szczególnie eksponowanym miejscu i czyni wszystkich członków partii odpowiedzialnymi za jego działania, za każdą jego wypowiedź. Tak jakby wszyscy byli liderowi w pełni podporządkowani, by nikt nie mógł się mu sprzeciwić, zachować autonomii myślenia.
Otóż Ruch Palikota tym różni się od pozostałych formacji, że u nas toczy się cały czas debata, polemika, dyskusja. Pełen pluralizm. Różnice zdań kształtują naszą partię. Te różnice są zresztą naturalne i w pełni zrozumiałe, jesteśmy przecież stosunkowo „młodą” formacją, gromadzącą różne osobowości. Brak autorytaryzmu w naszych szeregach jest podstawowym czynnikiem odróżniającym nas od innych partii.
W ramach drobnego sprostowania: nie miałem zamiaru kreować obrazu Pani partii ani stosować zabiegów generalizujących. Chodziło mi o zwrócenie uwagi na relatywizację języka, na zaznaczenie, że Pani szef używa języka podobnego do tego, jakiego użył wobec Pani Janusz Korwin-Mikke. To wszystko.

Pan nie musi się w tym aspekcie zgadzać ze mną, a ja nie muszę się zgadzać z panem. Polemizujemy, to zrozumiałe.
Żeby nie miał Pan już więcej wątpliwości: Ruch Palikota nie jest partią „kontrowersyjnych wypowiedzi”. Jesteśmy partią reprezentującą tę część społeczeństwa, która nie ma lub nie widzi dla siebie reprezentacji w innych formacjach.
W pewnym sensie jesteśmy partią buntu. Jesteśmy partią lewicowo-liberalną, ale liberalną w sensie innym, niż wyraża się to w myśleniu: „zdajemy się wyłącznie na działania wolnego rynku i czekamy, aż wszystko się samo ureguluje”.
To władza ma regulować, zgodnie z zasadami demokracji, różnorakie procesy społeczne. Niestety, wszystkie poprzednie ugrupowania rządzące, włączając w to Platformę Obywatelską, nie regulują tych procesów w sposób co najmniej nawet dostateczny.
W jakich sferach ten brak regulacji Pani zdaniem jest najbardziej widoczny?

Przykłady można mnożyć. Pierwszy z nich – finanse państwa. Minister Rostowski dba o generalny bilans finansów państwa tak, jak księgowy dba o generalny bilans spółki. Robi to w sposób, jak to się często określa, „kreatywny”, co w żaden sposób nie jest oparte na realnej polityce, tylko na przesuwaniu zapisów księgowych.
Pan premier Donald Tusk dba wyłącznie o wizerunek swój i swojej partii, a nie o to, żeby poziom życia i siły nabywczej społeczeństwa rósł. Nie robi nic, albo bardzo niewiele, żeby dysproporcje między różnymi grupami społecznymi malały. Dzieje się coś wręcz przeciwnego: te dysproporcje stale rosną. Polityka, jaką uprawia pan premier, to swego rodzaju polityka nihilizmu. Antypolityka. To jest pojęcie ogólne, od którego można wyjść kolejno do poszczególnych sfer życia. Wszystko się teraz dereguluje, zamiast regulować to, co jest konieczne. Dereguluje się teraz rynek pracy, ale pytam się: co z tego? Nie ma polityki wspierającej młodych ludzi, drobnych przedsiębiorców, salariat. Nie ma polityki wspierającej prawa tych ludzi. Tym ludziom prawa się odbiera. Poprzez to „nicnierobienie” tworzą się feudalne stosunki między przedsiębiorcami, którzy stają się podwykonawcami, a koncernami, które mają wielką siłą ekonomiczną. I co dziś dzieje się z tymi podwykonawcami? Proszę spojrzeć na dane statystyczne, ile z tych małych i średnich firm zbankrutowało, a w konsekwencji upadło.
Po Euro? Ponad sto firm podwykonawczych i wykonawczych budujących drogi i autostrady ogłosiło bankructwo.

No właśnie. Ale niech pan spojrzy też na inne sfery: co na przykład dzieje się z kulturą? Czy można powiedzieć, że obecna władza ją wspiera? Nie. Artystów, którzy podchodzą do rzeczywistości twórczo, kreują nowe wartości, ta władza od siebie odpycha. Dla nich wsparcie jest niewielkie, niemal niewidoczne. I to dotyczy też większości grup społecznych. Nawet ze strony mediów wsparcie dla tych grup jest ledwie zauważalne.
Pan jest dziennikarzem, pan też to obserwuje. Proszę więc obiektywnie na to spojrzeć: coraz więcej na rynku medialnym mamy mediów wynaturzonych, które jawnie robią ludziom wodę z mózgu, które bezczelnie kłamią…
O jakich mediach w tej chwili Pani mówi?

Niech pan się sam domyśli.
Proszę wybaczyć, ale akurat Pani partia na media nie powinna narzekać. Takiego wsparcia, czy nawet inaczej: promocji, dawno żadne inne ugrupowanie przed wami nie miało.

Poważnie Pan teraz mówi?
A mylę się?

To naturalne, że media zainteresowały się ugrupowaniem, które zdobyło w wyborach 10 procent poparcia.
Moim zdaniem te 10 procent poparcia wzięło się właśnie z tego ogromnego zainteresowania, które miało miejsce dużo wcześniej. Wasz lider nie schodził z ekranów. Wy nie schodziliście z okładek tygodników.

Zupełnie się z Panem nie zgadzam. Nam bardzo trudno było przebić się do mediów. Nasz przekaz był lekceważony, walczyliśmy, żeby się z nim przebić.
Mówi Pani jak Jarosław Kaczyński. On też narzekał na trudności z przebiciem się z przekazem jego partii do mediów.

Proszę nie żartować. Czy Pan wie, że Ruch Palikota od początku kadencji miał najwięcej konferencji prasowych w Sejmie ze wszystkich ugrupowań? A ile informacji przebiło się z nich do obiegu medialnego? Minimalna ilość.
I dlatego Janusz Palikot musi zapalić kadzidełko w obecności dziennikarzy, żeby znów było o nim głośno?

Na przykład. Bo jak inaczej zwrócić uwagę, przy obecnych działaniach mediów, na realne problemy? Wówczas Janusz również palił to kadzidełko „po coś”.
Zostawmy już te okropne media…

…Szkoda, bo to bardzo ciekawy temat.
Przejdźmy do Pani działalności w Sejmie. Pani sztandarowe hasła w kampanii wyborczej do sejmu sprowadzały się przede wszystkim do walki o równość praw człowieka, zwłaszcza osób trans płciowych. Co konkretnie udało się Pani zrobić dla tych ludzi w związku z Pani pracą w sejmie? Tylko proszę nie mówić o uświadamianiu społecznym czy „polityce oswajania”, to już słyszeliśmy. Pytam bardziej o to, czy z poziomu ugrupowania opozycyjnego można realnie wpływać na przeforsowywanie ustaw czy działań pomagających lub wspierających ludzi, o prawach których mówiła Pani w kampanii.

Można, ale niestety w bardzo niewielkim zakresie. Inna sprawa, gdybyśmy to my rządzili. Ja osobiście pracowałam m.in. nad ustawą o związkach partnerskich, ale cóż: Komisja Ustawodawcza tę ustawę zakwestionowała. Ale dzięki działaniom naszym i wielu organizacji pozarządowych, które kładły i kładą nacisk na polityków, ustawa „pójdzie” jutro pod głosowanie w Sejmie. Zdajemy sobie sprawę, że będzie ciężko, ale jestem pełna wiary, że ta ustawa w obecnym kształcie zostanie przegłosowana i zaopiniowana pozytywnie. Jeśli nie, będziemy walczyć dalej (rozmowa z Panią poseł odbyła się w zeszły poniedziałek; dzień później Sejm odrzucił ustawę – przyp. red.). Inną, bardzo ważną ustawą, nad którą pracowałam, była ustawa o uzgadnianiu płci.
No właśnie, i co z tą ustawą, której była Pani przecież inicjatorką? Słynna „niszczarka” pani marszałek Kopacz zadziałała?

Niszczarka zadziałała, ale my walczymy dalej. Właściwe posiedzenie jeszcze się nie odbyło, więc nie wiem, jaki będzie jego wynik. Jesteśmy zdeterminowani.
Inną bardzo ważną dla nas kwestią jest konieczność nowelizacji Kodeksu Pracy. Dziś jest taka sytuacja, że bardzo niewielka ilość osób zatrudniona jest na umowy, które byłyby zgodne z Kodeksem Pracy. Obecny rząd dereguluje, zamiast regulować. My to chcemy odwrócić.
Rozmawiacie o tym z przedstawicielami rządu w Sejmie?

Rząd i jego przedstawiciele nie mają zwyczaju rozmawiać z opozycją. Oni co najwyżej „kupują” nasze pomysły. To zdarza się dość często. Proszę spojrzeć na sytuację związaną z ustawą o związkach partnerskich: rząd wiedząc o naszym pomyśle, natychmiast zaczął przygotowywać swój projekt. Gdy domagaliśmy się likwidacji Funduszu Kościelnego, rząd nagle również uznał, że działania w tym kierunku także należy podjąć. Problem polega na tym, że rząd i Platforma Obywatelska wszystkie te ustawy, działania, rozmywa. Przykład: my chcemy związków partnerskich dla wszystkich, oni w większości są przeciw. I rozmywają temat, szukając jakichś dziwnych „kompromisów”.
Dlatego to Ruch Palikota nazywany jest partią lewicową, a Platforma centrową.

Centrowość Platformy polega na tym, żeby nie podejmować działań zdecydowanych. Centrowość Platformy to robienie „czegokolwiek”.
Wracając jednak do tematu mojej pracy w Sejmie: to nie jest tak, że absorbują mnie wyłącznie kwestie obyczajowe. Ważnym elementem moich działań jest praca nad ustawą o odnawialnych źródłach energii. Chcę zmienić obraz Polski w tym zakresie i przede wszystkim – uruchomić ruch prosumencki. Co to oznacza? Każdy powinien mieć możliwość założenia swojego źródła energii, które jest na jego potrzeby. Nadmiar tej energii natomiast mógłby być sprzedawany. Odpowiednie projekty w związku z tą kwestią pojawią się na jesieni.
Wróćmy jeszcze na moment do Ruchu Palikota jako całości. Powiedziała Pani, że Ruch jest partią buntu. Czy uważa Pani, że grając w pierwszej lidze polskiej polityki, da się na paliwie buntu daleko zajechać? Na paliwie negacji, kontestacji, swojego rodzaju nihilizmu?

Pan dokonuje w tym momencie dziwnej interpretacji…
Proszę mnie zatem wyprowadzić z błędu.

Jestem zmuszona to zrobić, bo jak można mówić, że partia buntu to partia nihilizmu, kontestacji?
Bunt jest przeciwko czemuś.

Oczywiście, bunt jest przeciwko zastanemu systemowi.
A czymże innym jest kontestacja? Sprzeciwem wobec systemu. A nihilizm to nic innego jak zwalczanie tradycyjnych norm, przyjętych i utrwalanych między innymi przez Kościół.

Proszę pozwolić mi dokończyć i nie dokonywać nadinterpretacji.
Ruch Palikota chce radykalnych zmian. Chce innego „ułożenia” systemu. Chce uspołecznienia polityki. Chce wreszcie, żeby ludzie mieli więcej do powiedzenia. W parlamencie nie ma debaty. W samorządach panują chore układy. W samorządzie jest tak, że obojętnie na kogo zagłosowaliby obywatele gminy czy powiatu, to i tak na końcu okazuje się, że przy władzy zostaje ta sama ekipa.
Obecna formuła i obecny kształt systemu społeczno-polityczno-gospodarczego w Polsce się po prostu wyczerpały. Ale to jest temat na osobną opowieść.
Zostańmy jednak jeszcze przez chwilę przy tym temacie, skoro „opowieść” zaczyna się rozwijać. „Nie zgadzamy się na świat, jaki mamy”, „w Polsce jest ułomna demokracja”, „w Polsce mamy deficyt demokracji”, „panuje u nas dyktatura mainstreamu” – to tylko niektóre z fragmentów Pani wywiadów i tekstów, w których krytykuje Pani obecny porządek polityczny. Szczerze? Jeszcze parę takich tekstów, a Jarosław Kaczyński zaproponuje Pani miejsce w swojej partii. On też obecny system zamierza obalić.

Zaskoczył mnie pan (śmiech). Może i razem myślimy o „wywaleniu” systemu, ale w zupełnie inną stronę. Jeśli stawia Pan na równi nasze działania z działaniami Jarosława Kaczyńskiego, i porównuje pan to, co proponujemy my, z tym, co proponuje PiS, to gratuluję Pańskiego poczucia humoru.
Wspólny mianownik jednak jest. Chęć radykalnej zmiany systemu.

To tylko ten jeden, jedyny mianownik. I błagam, bez dalszych tego typu sugestii. Propozycje nasze i PiS to są zupełnie inne rzeczy. Zupełnie. Proszę spojrzeć: PiS jest ślepo zapatrzony w przeszłość, w tradycję, w historię, w wartości narodowe. To się przejawia wszędzie, w ich języku, na sali sejmowej – wszędzie. To jest partia czysto konserwatywna. My z konserwatyzmem nie mamy nic wspólnego. Jeśli my mówimy o zmianach, oni mówią: „broń Boże, to idzie za daleko!”. My chcemy szybkiego zmierzania do przodu, oni chcą swojego „powrotu do przeszłości”. Oni boją się nowoczesności, liberalizmu. I hamują rozwój Polski.
Nie uznałbym działań PiS w okresie ich rządów, przynajmniej jeśli chodzi o gospodarkę, za mało liberalne. Za to za mało liberalnego, mówiąc eufemistycznie, uznałbym Janusza Palikota wzywającego do budowania przez państwa fabryk i wykrzykującego hasła w stylu „zero bezrobocia”.

Przepraszam – pana zdaniem budowanie fabryk, to nie jest krok naprzód? No to ja się muszę z panem radykalnie nie zgodzić. Jeśli pan tak uważa, to jest pan moim politycznym adwersarzem.
Nie jestem adwersarzem, tylko rozmówcą. I próbuję się czegoś od pani dowiedzieć. Z polityką nie mam nic wspólnego. Oprócz tego, że rozmawiam z polityczką.

Ale pan również w tym momencie wyraża swój pogląd. A ja z tym poglądem bym mocno polemizowała.
Wracając do tematu: istotą rzeczy jest to… (pani poseł Grodzka spogląda na zegarek). Ojej, trochę nam zeszło. Musimy niedługo kończyć, za moment mam kolejne spotkanie. Ale żałuję, bo ciekawa rozmowa nam się zrobiła. Pan prowokacyjnie próbuje mnie tu emocjonalnie zaangażować (śmiech).
Nie miałem takiego zamiaru, ale skoro mi się udało…

Wróćmy zatem do sedna. Istotą rzeczy jest to, że kapitalizm w obecnym kształcie dotarł do granic swojego rozwoju i w konsekwencji prowadzi do pewnego rodzaju wynaturzeń, które wymagają radykalnej zmiany. Dlaczego? Bo cywilizacja idzie w zupełnie inną stronę.
Cywilizacja musi zmienić demokrację. Proszę zauważyć, że obecnie mamy nie tylko kryzys o charakterze ekonomicznym, ale również kryzys demokracji, o czym zresztą coraz głośniej się mówi – nie tylko tu, w Polsce, ale na całym świecie. Demokracja to nie jest dyktatura większości. To swojego rodzaju system humanistyczny, gdzie większość rzeczywiście rządzi, ale rządzi przede wszystkim z myślą o mniejszości. Tego polscy politycy nie potrafią zrozumieć.
Owszem, mamy rządy narodowe, ale mamy jednocześnie zglobalizowany kapitał: korporacje, banki. Ja to nazywam kapitałem spekulacyjnym, czyli tym poukrywanym w tych wszystkich funduszach, i tak dalej. To jest wielka „chmura”, która wisi nad naszym globem, a w której są olbrzymie pieniądze, używane tam, gdzie chcą właśnie te olbrzymie korporacje – będące całkowicie poza kontrolą człowieka. Spółki nie mają obowiązku myślenia o swego rodzaju etyce pieniądza, tylko o tym, żeby te pieniądze po prostu zarobić. A to jest oderwane zupełnie od kontroli ludzi. I to właśnie przez to między innymi wybuchł kryzys.
Mówiąc wprost: polityka jest uzależniona od pieniędzy. Pieniędzy, które pozbawione są moralności, etyki, celu, funkcji. Te pieniądze zazwyczaj idą tam, gdzie poniesie je aktualny, doraźny zysk.
Ostatnio pan prezydent Obama krzyczał: „nie będziemy udzielać ulg tym przedsiębiorstwom, które wyprowadzają produkcję na zewnątrz”.
Przez lata produkcja USA „wyjeżdżała” za granicę tam, gdzie się da. Tam, gdzie jest najtańsza siła robocza, czyli na Wschód i do Ameryki Południowej.
Coś się zmieniło, proszę pana. Zmieniło się myślenie ludzi o świecie. Ludzie w końcu dostrzegli problemy. Ci mądrzejsi, oczywiście.
Skierowanie środków finansowych z kieszeni podatników przez administrację Obamy na ratowanie banków, które bez tego by upadły, to była przecież nacjonalizacja tych banków. Podkreślam: nacjonalizacja! A Pan mi mówi, że budowanie fabryk to jest jakieś kretyństwo.
Ja nie powiedziałem, że to kretyństwo. Chciałem zasugerować jedynie, że takie hasła głosiło się w Polsce pięćdziesiąt lat temu. Albo głosi się nadal. W Państwie Środka.

Ale pan myśli o tym powierzchownie! To jest niedojrzałe myślenie. Z historii trzeba wyciągać wnioski. Pewien poziom uspołecznienia jest potrzebny w prawidłowo funkcjonującej gospodarce kapitalistycznej. Jakiś poziom posiadania przestrzeni wspólnej. Dlaczego nie budować fabryk, skoro brakuje miejsc pracy? Oczywiście trzeba rozważyć kwestie jak je budować, za czyje pieniądze, jak powinny być one zarządzane. Nad tym możemy dyskutować. Ale nie powinniśmy nawet się zastanawiać, czy w ogóle warto to zrobić!
Przejdźmy do tego, co najbardziej w tej chwili rozpala głowy polityków i wyborców. Taśmy Sawickiego przykryły debatę o in vitro. Po raz kolejny kwestia ta jest odwlekana. Pani zdaniem problem in vitro w obecnej kadencji ma w ogóle szansę zostać rozwiązany?

Chciałabym w to wierzyć. Problem tkwi w tym, że Platforma zrobiła sobie okrągły stół w Jachrance i debatuje sobie we własnym gronie nad swoimi projektami. I tylko nad nimi.
A Ruch Palikota przygotował własne, dobre projekty. Czy ludzie słyszeli o projekcie pani poseł Szymiec-Raczyńskiej? O projekcie Balickiego? O projekcie stworzonym z inicjatywy społecznej? Nie, bo wszyscy zajmują się tylko projektami Platformy.
PO to szeroka partia zrzeszająca ludzi o kompletnie różniących się od siebie poglądach, od konserwatyzmu po lewicowość, czego konsekwencją jest fakt, iż Platforma pod wpływem projektów natury ideologicznej, światopoglądowej, po prostu „pęka”. W szeregach PO toczy się obecnie walka. Sprawa in vitro będzie wciąż i wciąż odkładana. Ale to się skończy. Te rządy nie wytrzymają. Nie da się nic nie robić i trwać. Platforma nie jest zdolna do działania.
Co nie zmienia faktu, że dość heroicznym pomysłem jest to, że partia, której poparcie oscyluje wokół granicy progu wyborczego, rzuca się na rząd z wnioskiem o jego odwołanie.

Ale widzi pan – rozmawiamy o tym. O to nam chodziło. Z naszej strony jest to działanie polityczne, które ma uświadamiać: jaka jest rola, cel i sposób działania rządzącej obecnie formacji politycznej, a także nakreślić rozwiązania, jak obecną sytuacją polityczną – de facto rząd – po prostu zmienić. My nie jesteśmy naiwni. Rząd nie pokłoni się opozycji. Ale najważniejszym naszym celem jest to, żeby o tym rozmawiać. Bo rozmowa na temat działań tego rządu jest absolutnie konieczna. Absolutnie.
W kuluarach sejmowych ponoć rozmawia się również o tym, że jesteście gotowi wejść do koalicji z Platformą. Czyli sytuacja odwrotna.

Na tym etapie jest to wykluczone.
Mówi się również o wcześniejszych wyborach, które miałyby być na jesieni lub we wiosnę. Znamy sytuację PSL. Gdyby taki scenariusz się sprawdził, pan premier będzie szukał koalicjanta. A nie ukrywajmy – zależy wam na współrządzeniu.

To pana teza.
Chyba każdej partii zależy na udziale we władzy.

Nam zależy na rządzeniu, nie na współrządzeniu.
Na politykę trzeba patrzeć z perspektywy celu – co chcemy osiągnąć, co zamierzamy zrobić. Jeśli zależy nam na zreformowaniu tych aspektów polityki społeczno-gospodarczej i tych kwestii, o których mówiłam, to na pewno nie zrobimy tego z tą Platformą.
Z tą Platformą. Z naciskiem na „tą”.

Tak, z „tą” Platformą. Ja już mówiłam o tym, że ta partia może pęknąć, że są w niej takie różnice, że posłowie tej partii mogą wkrótce zacząć z niej odchodzić. Jeśli nie będzie woli wspólnego frontu działania, jeśli ta partia się nie zmieni, to niemożliwe jest, abyśmy myśleli o razem prowadzonej polityce. A że w Platformie nie ma żadnego działania… To zna pan już odpowiedź. Jedyne działania tej ekipy to robienie pijaru i kreowanie wizerunku. To wszystko.
Czyli rząd według Pani nie zasłużył w tym roku na wakacje?

Proszę pana – ja życzę panu i sobie, żeby ten rząd zrobił sobie wakacje na najbliższe trzy lata.
A Ruch Palikota po tych ośmiu miesiącach funkcjonowania w sejmie zasłużył na wakacje?

Zrobiliśmy bardzo dużo w ciągu tych ośmiu miesięcy. Wykonaliśmy kawał solidnej pracy. Zdajemy sobie jednak sprawę, że na ten moment nie jesteśmy w stanie przejąć władzy. Dlatego też nasz lider, Janusz Palikot, mówi np. o rządzie fachowców, który mógłby zostać powołany na konkretny okres czasu.
Podsumowując ten wątek: Platforma musi odejść od władzy. A druga pod względem ilości posłów w Sejmie alternatywa…
…mówi się, że jedyna…

…w postaci PiS, jest nie do przyjęcia. Alternatywą dla Platformy Obywatelskiej jest Ruch Palikota.
Kiedy PiS siedem lat temu dochodził do władzy, Jarosław Kaczyński przekonywał, że musi dokonać się w Polsce rewolucja moralna. Żeby Ruch Palikota mógł dojść do władzy, musi dokonać się w Polsce rewolucja obyczajowa?

Myślę, że Ruch Palikota jest emanacją tej rewolucji, która już następuje. Przynajmniej w jakiejś mierze. Może tego teraz nie widać, może nie dotyczy ona na razie większości obywateli, ale ona postępuje.
Rewolucja kojarzy mi się z jakimś uderzeniem, czymś gwałtownym. Z czymś, co postępuje, kojarzy mi się bardziej ewolucja.

A pan woli rewolucję czy ewolucję?
Gdybym odpowiedział, musiałbym się po części zdradzić z moimi poglądami na temat działań Pani partii. I przemian, których emanacją – jak sama Pani mówi – jest Ruch Palikota. A nie chcę tego robić.

Rewolucji nie kreuje polityka. To jest podstawowa rzecz. Rewolucja dzieje się spontanicznie. A politycy nierzadko próbują się podpinać pod rewolucje.
Ja osobiście nie chciałabym rewolucji – a przynajmniej nie takiej, która miałaby mieć jakiś brutalny przebieg, bo z tym zazwyczaj rewolucje się kojarzą. Ale jakaś rewolucja jest potrzebna. Innego rodzaju rewolucja. A ta władza aż się prosi, żeby takowa rewolucja nastąpiła. Żeby ludzie się w końcu wkurzyli. I odsunęli obecną ekipę rządzącą od władzy.
Jaką prawdę o naszym systemie politycznym ujawniły taśmy PSL-u?

Proszę pana: całą (śmiech). Choć może nie: pokazały prawdę o rządzących. Bo umówmy się – tutaj nie chodzi tylko o PSL. Wiem, że w Platformie Obywatelskiej istnieją podobne zasady, a w zasadzie brak zasad, w sprawowaniu władzy. Platforma również jest przesiąknięta nepotyzmem.
Kiedy mówiłam o zmianach w demokracji, zmianach w systemie sprawowania władzy, to również miałam to na myśli. To, że tego typu praktyki należy czym prędzej zmienić. A to przecież tylko wierzchołek góry lodowej.
Pracuje Pani w sejmie nad ustawą o odnawialnych źródłach energii. Proszę mi powiedzieć – czy widzi Pani w Ruchu Palikota takie „odnawialne źródła energii”, które sprawią, że wasza partia wyjdzie z tego pięcioprocentowego dołka, w którym od jakiegoś czasu tkwi?

Oczywiście. Mamy wielu wspaniałych ludzi, toczy się wśród nich, wśród nas, wspaniała dyskusja. My nie ukrywamy, że mamy w pewnych kwestiach podzielone poglądy. Ale cały czas się „docieramy”, rozmawiamy ze sobą. A dziennikarze twierdzą, że u nas panuje jakaś kłótnia, że są jakieś podziały. To bzdury. U nas dominuje dyskusja, pluralizm i niezależność. To nas różni od innych partii. I właśnie to staramy się pielęgnować.
Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Michał Wróblewski

Anna Grodzka – działaczka społeczna, współzałożycielka Fundacji Trans-Fuzja, posłanka na Sejm VII kadencji. Pierwsza transseksualna parlamentarzystka w Polsce.

Rozmowa ukazała się w 7 numerze Detalks - http://detalks.pl/2012/07/numer-7/

Polityzacja

Skomentuj

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress